Blog > Komentarze do wpisu

Bogowie i faceci

Lucille Clifton, leda 3 (a personal note re: visitations)


always pyrotechnics;
stars spinning into phalluses
of light, serpents promising
sweetness, their forked tongues
thick and erect, patriarchs of bird
exposing themselves in the air.
this skin is sick with loneliness.
You want what a man wants,
next time come as a man
or don't come.

 

Przekład polski: Lucille Clifton, leda 3, notatka osobista (dot. nawiedzenia), przeł. Agnieszka Fulińska, [:] Nowy Filomata 2010/3


LEDA 3
notatka osobista (dot. nawiedzenia)

zawsze te fajerwerki:
gwiazdy wybuchające w fallusy
światła, wężowe obietnice
słodyczy, ich rozdwojone języki
twarde namiętne, ptasi patriarchowie
puszący się napowietrznie.
skóra piecze od samotności.
Masz pragnienia jak facet,
więc jako facet przyjdź
albo nie przychodź wcale.

 

Leda, mozaika cypryjska z 3 w. n.e., źródło: theoi.com

 

Proszę bardzo: oto przed nami Leda, królowa Sparty i kochanka Zeusa-łabędzia, w trzech wcieleniach. Ta cypryjska powyżej jest zmysłowa i kusząca, ale i silna: ogląda się na łabędzia, ale w pozie jej półnagiego ciała, w geście wyciągniętej ręki więcej jest pewności niż uległości, zaproszenia niż zaskoczenia. Osiemnastowieczna Leda Bouchera (patrz niżej) jest z kolei znudzona i lekko perwersyjna: leży na łożu, półokryta tylko dla pozoru, z obnażonymi piersiami i rozłożonymi nagimi udami, między które zagląda jej łabędź; jej intymne okolice są też gładkie jak u dziewczynki: to na jej genitaliach i na wysuniętej ku nim w oczywistej aluzji głowie łabędzia na długiej szyi koncentruje się wzrok widza (a obrazek robi się jeszcze bardziej dwuznaczny, jeśli się wie, jak poeci, nie tylko antyczni, często wyobrażali sobie akt seksualny między tą parą). Sama Leda wydaje się senna, ennui nie pozwala jej nawet odwrócić głowy i spojrzeć na przyglądającego się jej lubieżnie boga-ptaka.

 

F. Boucher, Leda

 

Ta rzymska (2 w. p.n.e.) wydaje się - będąc chyba najbliżej oryginalnego mitu - ofiarą przemocy, zdobytą i wziętą gwałtem. Łabędź góruje nad nią zarówno fizycznie (bo łabędź-Zeus jest tu zasadniczo sporo większy niż ptak w naturalnym rozmiarze), ale i w kompozycji: obejmuje ją skrzydłem, przemocą pochyla jej głowę (jego dziób wydaje się boleśnie szczypać ją w szyję), wpycha łapy między jej nogi. Leda jest pochylona, skulona, uległa; szata opadła jej do kolan, odsłaniając nagie ciało. Bóg-łabędź może zrobić z nią, co tylko zechce.

 

Leda, 2 w. p.n.e.


No. A Leda Lucille Clifton jest gdzieś między nimi trzema.

Clifton (1936-2010) to bodaj czy nie moja ulubiona współczesna amerykańska poetka; potrafiła jak mało kto z jednej strony bawić konwencjami i gadżetami z europejskiej tradycji, z drugiej - podchodzić do nich z pragmatycznym, ironicznym uśmiechem kobiety, która już wiele w życiu (i to właśnie z tej perspektywy, jaką daje bycie, w USA, afroamerykańską kobietą-pisarką, urodzoną w latach 30.) widziała.

I tak też jest z jej Ledą. To jest trzeci z krótkiego cyklu wierszy poświęconych tej bohaterce (z tomu The Book of Light z roku 1993), i mój zdecydowanie ulubiony. 

Leda mityczna może być odczytana na różne sposoby: dla Greków była przede wszystkim kolejną z szeregu kochanek Zeusa, które bóg zdobywał w zwierzęcych postaciach, i które rodziły mu dzieci-herosów. Leda urodziła (zniosła?) ich dwoje: syna Polideukesa - mistrza boksu (brata Kastora i połowę Dioskurów, innymi słowy) i jedyną córkę, jaką kiedykolwiek Zeus spłodził ze śmiertelniczką (ale o córce innym razem). Dla późniejszych mogła być zarówno (patrz Boucher) bohaterką seksualnych fantazji o uwiedzeniu przez potwora i o kobiecie zdobytej podstępem, jak i ofiarą seksualnej przemocy (patrz: Yeats, którego arcydzieło o Ledzie i łabędziu pewnie tu kiedyś opiszę). A dla Lucille Clifton Leda jest kobietą.

Kobietą, śmiertelniczką, jak  micie. Clifton nie zmienia, nie unowocześnia tak naprawdę, mimo sztafażu (pyrotechnics) sytuacji: to jest dalej Leda, kobieta, którą bóg postanowił uwieść, przyjmując postać łabędzia i demonstrując w ten sposób swą potęgę (i, chciałoby się złośliwie dorzucić, potencję).Ale zarazem - Leda i bóg są tu, po prostu, kobietą i (jeżeli facet jest dość mądry, by to przyznać) mężczyzną.

Tylko czy Leda coś sobie robi z tej tej demonstracji bosko-męskiej potencji i potęgi? Patriarcha bogów (tu bezimienny, ale przecież wszyscy wiemy, o kim mowa) chce ją olśnić, jak olśnił na śmierć Semele; chce ją onieśmielić swą zwierzęcą postacią, jak Europę, jak własną córkę Persefonę, którą uwiódł w postaci węża. Zeus, władca niebios chce uwieść Ledę swoją agresywną, wszechobecną seksualnością, otaczającą boską wybrankę w fallicznych eksplozjach gwiazd, w nabrzmiałych, sztywnych językach zmysłowo wijących się węży, w obnażonej postaci ptaka, który unosi się nad Ledą w powietrzu. Seks i władza w czystej postaci wylewają się z dwóch trzecich tego wiersza.

A Leda ma tego serdecznie dość. Dość tych głupawych popisów, dość powtarzalnego i przewidywanego pozerstwa i epatowania mocą boskiego fallusa, dość demonstracyjnych przebieranek. Leda jest kobietą - a Zeus ma być tutaj po prostu mężczyzną. Efektowne - by nie rzec, celowo efekciarskie - metafory z pierwszej części wiersza Leda punktuje prostym, potocznym przecież you want what a man wants /next time come as a man /or don't come. Krótka piłka: koniec pozerstwa. Ona nie jest tu, jak sądzę ofiarą, przedmiotem przemocy ze strony boga; jest partnerką (mówiąc this skin is sick with loneliness Leda ma, moim zdaniem, siebie na myśli), która nie ma dłużej ochoty na gierki, na udawanie, na niczym nie uzasadnioną, opartą na pozorach mocy i iluzjach męską dominację i na Pana Mężczyznę Bóstwo w jej życiu. Come/don't come w ostatnich dwóch wersach jest oczywiście celowo dwuznaczne: jak mogłoby nie być, w wierszu napakowanym wręcz seksualnymi dwuznacznikami? Zjaw się u mnie po prostu jako facet, mówi Leda, i wtedy coś nam wyjdzie z seksu; albo nie bądź facetem, bądź sobie tym bóstwem od dominacji, ale na erotyczne spełnienie możesz nie liczyć. Tak to właśnie, drogi Zeusie/mężczyzno, z kobiecej perspektywy wygląda.

Leda, któej głos słyszymy w tym tekście, jest kobietą; praktyczną, konkretną, potrafiącą bez wielkiego trudu przejrzeć Zeusowo-męskie stroszenie piórek i pozy. I tak, ona go chce i ma ochotę na seks, na miłość, na romans, ale nie chce być jak ta rzymska Leda, oszołomiona i zdobyta. Taki kochanek ją nudzi, jak tę zblazowaną dziewczynę z obrazu Bouchera: ona może co najwyżej spojrzeć z lekkim pobłażaniem na niego i jego fajerwerki, bo przecież ani dla niej, ani dla niego miłosne gierki to najwyraźniej nie pierwszyzna. Jej bardziej niż demonstracji mocy i potencji potrzeba szczerej, uczciwej deklaracji: chcesz seksu/ romansu/ miłości, OK - ale bardzo cię proszę, bądź sobą. Jeżeli czujesz się Zeusem, jeżeli naprawdę, o boski, myślisz, że wszystko możesz - to może dla odmiany stań się dla mnie człowiekiem.

I dlatego pierwszą ilustracją do mojego wpisu jest rzymsko-cypryjska Leda z trzeciowiecznej mozaiki, patrząca na łabędzie wzrokiem nie zalotnym, a świadomym, i z pełnym przekonaniem, że wie, o co jej chodzi, wyciągająca do niego dłoń.  

 

Dodatek: jakby ktoś chciał więcej Ledy na obrazkach.

środa, 23 maja 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
drakaina
2012/05/23 10:58:31
Ta cypryjska jest cudna, uwielbiam ją :) Zrób, btw, antologijkę wpisów o wierszach o postaciach mitologicznych?
-
2012/05/23 11:42:32
Ja się wręcz zastanawiałam nad mini-antologią poświęconą samej Ledzie (bo bym chciała i Rilkego, i Yeatsa, i H. D., to by z obecnym były cztery :P)
-
2012/05/25 11:57:28
Ooo, a ty znasz "Magiczny sklep z zabawkami" Angeli Carter? Tam mi to Ledzie i łabędziu pełni centralną rolę.
-
2012/05/31 16:06:19
O, nie znam, muszę przeczytać :). Ja w ogóle Carter mało co czytałam, niestety.