Blog > Komentarze do wpisu

Thou hast robbed me

William Shakespeare, Henry IV, part I (The Hollow Crown, ep. 2), reż. Richard Eyre, wyst. Jeremy Irons, Simon Russell Beale, Tom Hiddleston, Julie Walters, Joe Armstrong, Alun Armstrong (i pani, która pięknie śpiewała po walijsku).

 

Źródło: theguardian.co.uk 

Czy ktokolwiek jest zdziwiony, że akurat to jest kolejna pozycja w moim szekspirowskim cyklu? Nie sądzę. Przyznam, że rok na rozpoczęcie czegoś takiego wybrałam szczęśliwie, choć przypadkowo - zastanawiałam się, czy przy kronikach historycznych nie będę musiała zdać się niemal całkowicie na stare spektakle BBC (przy paru tak zrobię, chętnie, ale ileż można) - a tu proszę, taka miła niespodzianka: seria oparta na kronikach historycznych, która była - głównie ze względu na obsadę - hitem telewizyjnym. 

No ale, ad rem (zwłaszcza, że weekend, i to niejeden, minął, a wpisów dawno nie było).  I część Henryka IV to sztuka popularna, i z kronik historycznych stosunkowo często wystawiana (w końcu były trzy adaptacje filmowe sensu stricto plus film Wellesa (z nim jako Falstaffem, nie widziałam, a bardzo żałuję) plus, ofkorz, Moje własne Idaho. Skądinąd, przez moment zastanawiałam się, czy nie załatwić tego kawałka Henryka IV recenzją z filmu van Santa, ale, niestety, w korespondencyjnym pojedynku o bycie obiektem recenzji Neo przegrał z Lokim, a moje lenistwo (i niechęć do odkopywania, gdzie na starej kasecie wideo mam Idaho) okazało się współdziałać z ciekawością (Irons! Hiddleston! Julie Walters!). 

W tej sztuce są, tak na pierwszy rzut oka, trzy kręgi postaci i tematów, spojone, w największym chyba stopniu, postacią księcia Hala. Pierwszy z nich to dwór jego ojca, króla Henryka IV, gdzie w centrum znajduje się usiłujący z jednej strony jakoś utrzymać w całości szarpane rebeliami państwo, a z  drugiej poradzić sobie z rozczarowaniami, jakie wiecznie przynosi mu syn, władca. Drugi - to krąg rebeliantów i buntowników, skupionych wokół postaci drugiego młodego bohatera tej sztuki, Hotspura, od początku kreowanego tak, by być przeciwieństwem, ale i zwierciadłem następcy tronu; to ich pojedynek stanowi kulminacyjną, kluczową scenę dramatu. Trzeci krąg wreszcie to ta grupa postaci, która otacza samego księcia, a której spiritus movens (trochę samozwańczym i ciągle przez swoich "uczniów" wykpiwanym) jest stary opój i hulaka, sir John Falstaff. Jeżeli, skądinąd, ktoś miał cień złudzeń, że Sienkiewicz tworząc postać pana Zagłoby sięgnął do własnej wyobraźni, to spotkanie z sir Falstaffem szybciutko go tych złudzeń pozbawi. 

Jest to o tyle ciekawe, że - summa summarum - to jest sztuka, jak się zdaje, bez głównego bohatera, a raczej z tą rolą rozpisaną na parę postaci. No bo popatrzymy: król Henryk IV jest tytułowym bohaterem; Falstaff - niewątpliwie tym najpopularniejszym i najmocniej w kulturze zakorzenionym, ulubieńcem publiczności; Hotspur - tym, który ma chyba najbardziej efektowną heroiczną, a przy tym tragiczną rolę; wreszcie Hal - najbardziej "perspektywicznym" (aktor, która gra tę postać, ma w kontekście, oczywiście, to, co się z księciem dzieje i w części II, i przede wszystkim w Henryku V) i chyba psychologicznie najciekawszym. Bo przecież historię tu opowiedzianą można, oczywiście, pokazać, skupiając się na bitwach, buntach i rebeliach (mało już dziś dla przeciętnego nie-brytyjskiego widza oczywistych); można też jednak opowiedzieć ją jako historię dorastania księcia Henryka do odpowiedzialności za siebie, za kraj i za ludzi.

I to nie jest tak, że ta historia jest prosta, że zaczyna się od młodego utracjusza, a kończy na odpowiedzialnym przywódcy. Hal już wie, w zasadzie niemal od początku, że czasy szaleństw i pijaństwa w towarzystwie Falstaffa powoli się kończą, że niedługo przyjdzie pora, by ze złotego młodzieńca stać się przyszłym władcą. Tu, w tej wersji, nie jest to historia godzenia się z losem ani opowieść z gatunku proza życia to przyjaźni kat, że zacytuję klasykę nieco mniej szacowną; przynajmniej w świetle części I Hal w interpretacji Toma Hiddlestona wydaje się melancholijnie świadomy faktu, że nie ma wyjścia: że czas i dorastanie, nie konwenanse i oportunizm, sprawią, że będzie musiał zaprzestać szaleństw, oddalić Falstaffa i z Hala stać się Henrykiem, następcą tronu. On się wydaje cały czas świadomy swojego następnego kroku, cały czas przekonany, że wie, co musi zrobić - i że wie, że podoła każdemu wyzwaniu, nawet tak karkołomnemu, jak dorównanie Hotspurowi, ba - pokonanie go. Podobnie zresztą melancholijnie świadomy tego, jakie możliwości drzemią w młodym księciu i jak to się będzie musiało odbić na ich przyjaźni, wydaje się Falstaff, który w interpretacji Simona Russella Beale'a wydaje się człowiekiem wybitnie inteligentnym - i uwięzionym w roli, którą sam sobie narzucił. Kiedy w finale komicznej i świetnie zagranej sceny, w której Hal udaje ojca, Falstaff prosi księcia, by go nie wypędzał, nastrój i muzyka nagle zmieniają się na nostalgicznie smutny: bo obaj, i Hal, i Falstaff, ale też nikt poza nimi, wiedzą, że to wygnanie i to zerwanie są nieuniknione. [EDIT: Jak ktoś chce z.n.a.k.o.m.i.t.ą interpretację tego Falstaffa w paru zdaniach, to polecam wpis na 221B).

Książę Hal będzie musiał, tak naprawdę, stać się Hotspurem, który - w tej interpretacji - jest na pozór chyba najlepszym kandydatem na władcę (z kilku niedoskonałych, jakich tutaj mamy). Dumny, uparty, ale i racjonalny, wykazuje się bezwzględną lojalnością wobec swoich - choć niewiele ma cierpliwości do głupoty i zarozumialstwa. Lepiej od króla Henryka potrafi zjednywać sobie ludzi i dłużej niż on pamięta, komu jest winien przysługę; jego odwaga i umiejętności przywódcze sprawiają, że Henryk IV chętnie widziałby w nim, a nie w szlajającym się z Falstaffem i resztą kompanii Halu, swojego syna i następcę. Oczywiście, sir Henry Percy nie nosi przydomka "Hotspur" przypadkiem: jest porywczy i charakterny, nie potrafi czekać - i to jest chyba jego główna wada, ta, która go w końcu pozbawia i szans za tron, i życia. W sztuce żadna jednak z postaci - na czele z Halem, który go pokonał - nie ma złudzeń, co do jego wielkości; tyle, że - podobnie jak w przypadku króla Henryka IV - jego najgorszym wrogiem jest on sam. Thou hast robbed me of my youth, mówi w swoich niemal ostatnich słowach do swego zabójcy, ale to nieprawda.

Rebelię Hotspura prowokuje sam król Henryk, upierając się przy swoich warunkach i obrażając swoich dawnych sojuszników, krewnych młodego (u Szekspira młodszego, niż w rzeczywistości) wodza; Jeremy Irons znakomicie gra tu człowieka, który przez chwilę pozwala, by osobiste problemy z synem i nielojalnymi poddanymi pozwoliły mu stracić kontrolę nad sobą, i za tę chwilę złości i tyrańskiego uporu płaci ryzykiem dla spójności całego kraju. Swój upadek prowokuje sam Hotspur, upierając się przy stoczeniu bitwy od razu, zanim nadejdą posiłki. Natomiast na wybitnego władcę i przywódcę wyrośnie ten z bohaterów, który w oczach świata najmniej się na niego nadaje, Hal - chociaż przecież akcja zaczyna się od sprytnie przez niego zaplanowanego i nienagannie wykonanego "ataku"... 

To nie jest jedyny paradoks tej sztuki, łączącej patos i komedię, historię i farsę. Podobało mi się, jak w tej wersji Richard Eyre przesuwa akcenty (z historii wojennej na rodzinną), jak z większą chyba niż sam dramaturg sympatią traktuje celtyckich sprzymierzeńców Hotspura (William Szekspir jako prekursor kpin z Walijczyków?) i - to już drobiazg, ale mój ulubiony - jak pokazuje Mistress Quickly: Julie Walters zrobiła z niej bohaterkę nie tyle absurdalnie komiczną, co mającą sporo racji i zupełnie nieźle rozumiejącą, co się wokół niej dzieje. Podobało mi się, jak zdjęciami i wyborem plenerów podkreślał nastrój - jak w scenie bitwy pod Shrewsbury. Podobało mi się zastąpienie monologów przez wewnętrzne rozważania bohaterów i generalnie - pomysł na kroniki historyczne jako kroniki rodzinne. W ogóle mi się podobało. Następna recenzja (z Ryszarda II) się pisze.      

BTW, tu jest wpis Zwierzowy, ale o całości.  

środa, 22 sierpnia 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: