Blog > Komentarze do wpisu

Rozświetlał mi w głowie bóg

William Blake, "And did those feet in ancient times...", [w:] William Blake, Milton A Poem, 1804-10, tekst wg wydania elektronicznego

 

Reaktywacja snobskiego bloga tekstem o wierszu, który zdecydowanie ma szansę przerosnąć moje zdolności interpretatorskie. 

 

Stanisław Wyspiański, Apollo

 

William Blake, And did those feet in ancient times... (Jerusalem)

 

And did those feet in ancient time
Walk upon England's mountains green?
And was the holy Lamb of God,
On England's pleasant pastures seen?


And did the Countenance Divine,
Shine forth upon our clouded hills?
And was Jerusalem builded here,
Among these dark Satanic Mills?

Bring me my Bow of burning gold;
Bring me my Arrows of desire:

Bring me my Spear: O clouds unfold!
Bring me my Chariot of fire!

I will not cease from Mental Fight,
Nor shall my Sword sleep in my hand:
Till we have built Jerusalem,
In England's green & pleasant Land.

 

William Blake, Albion  

 

Na Blake'a, generalnie, jestem za głupia: gubię się w jego mistycznych systemach, plączę malarskich uzupełnieniach i w odniesieniach do mało mi tak naprawdę znanej historii chrześcijaństwa, nie bardzo wiem, jak czytać jego swoistą, osobną poetykę. Jerusalem (no niestety, nie jestem w stanie, zaczęłam znajomość z tym wierszem jako z tekstem hymnu z muzyką sir Huberta Parry'ego) jest wyjątkiem, może dlatego, że tu przynajmniej Blake operuje kodami, do których mam, w moim własnym, czytelniczym doświadczeniu, jakiś kawałek klucza.

Zaczęłam ten wpis podwójnym Wyspiańskim, w tytule (z Wyzwolenia) i na ilustracji, może dlatego, że jego finałowa część ewokuje podobne - acz niekoniecznie to samo - skojarzenie. Ale po kolei, bo ten tekst Blake'a składa się z takiej ilości rzeczy oczywistych, w sensie - utrwalonych przedtem i potem w kulturze - że warto się im przyjrzeć od początku.

Zaczyna się ten tekst od przywołania, w serii czterech pytań, legendy popularnej w tradycji angielskiej co najmniej od XII wieku, od poematu Roberta de Boron o Józefie z Arymatei, który wraz z młodym Jezusem przybył do Brytanii. U Blake'a ta historia, wcale przecież nie unikalna (ileż razy mi babcia opowiadała, jak to Matka Boska z Dzieciątkiem zgubili się gdzieś pod Piekarami!), a współtworząca angielską mitologię narodową, w taki właśnie mityczny kontekst jest wpisana: bo jeżeli (a mamy tu pytania przecież, nie odpowiedzi) stopy Jezusa rzeczywiście chodziły po brytyjskiej ziemi, to Anglia była kiedyś rajem. Ta rajskość merry old England, bardzo brytyjska (wzgórza za mgłą) wizualnie (zielone wzgórza, pastwiska) kojarzy się z sielankowym obrazem locus amoenus, rozkosznego miejsca, w którym przyroda - łagodna, doskonała i bezpieczna - gwarantuje człowiekowi wygodę i przyjemność.
Z tym jednak obrazem wiąże się inny, locus horridus tym razem - powtarzane od czasów Blake'a w nieskończoność (włącznie z tekstami Rogera Watersa) dark satanic mills, zwykle czytane jako symbol industrializacji a la Saruman i uważane za znak wszystkiego tego, co Blake'a odrzucało - estetycznie, intelektualnie, społecznie - w rewolucji przemysłowej. Jakkolwiek by ich nie interpretować, kontrast jest wyraźny,  i bardzo efektownie wyrażony: pola i pastwiska versus fabryki, zieleń versus ciemność, kojarząca się tak kolorystycznie, jak i metafizycznie, szatańsko. Zbudowana wśród nich Jeruzalem jest jednocześnie znakiem nadziei i szansy, ostatnim przyjaznym domem dla człowieka, i oblężoną twierdzą, otoczoną przez twory Nieprzyjaciela; odnosi się też przecież zarówno do pradawnej, mitycznej przeszłości, gdy Jezus był dzieckiem, ale też, przez skojarzenia z wizją Nowej Jeruzalem u Jana (Apok. 21-22) do najdalszej przyszłości, do tego, co po końcu świata. Zawieszona między rajem a piekłem, między pradawną przeszłością a przyszłością nie do opisania, Anglia-Jeruzalem stanowi zarówno odwołanie do szczególnej roli Anglii w (apokryficznej) historii chrześcijaństwa, jak i cel dążeń i marzeń.   

Ta wizja przeszłej przyszłości i raju w piekle - niepewna przecież, wyrażona w pytaniach - wypełnia dwie pierwsze strofy. W dwóch następnych nie ma już pytań, są rozkazy i deklaracje. Kto je wypowiada? Trudno powiedzieć; trzeba pewnie byłoby wziąć pod uwagę i kontekst całego poematu, we wstępie do którego pojawia się ten tekst (i w którym jako postać występuje sam Blake), i całość Blake'owej wizji świata i człowieka (dlatego też wrzuciłam powyżej jego ilustrację przedstawiającą Albiona). Ważne jest jednak nie tylko to, kto mówi, ale też - jako kto ten ktoś się postrzega i czyją rolę przyjmuje. 

Zaczęłam od Wyspiańskiego i jego Chrystusa-Apollina z Wyzwolenia i Akropolis, bo do pewnego stopnia wizja Blake'a przywodzi mi myśl podobne skojarzenia; podobne, acz nie te same, bo mówiący w wierszu Blake'a wydaje mi się być nie tyle Chrystusem, co (dość nieortodoksyjnym) miles Christianus, którego misją jest (od)budowa Jeruzalem wśród rozkosznych zielonych pól Anglii. Ma ten wojownik-bohater atrybuty zarówno herosa, jak i przede wszystkim - Apollina-Heliosa późnego antyku, złotego boga-łucznika na ognistym rydwanie, który tu szykuje się do apokaliptycznej walki - dosłownej czy przenośnej - o duszę Brytanii; chariot of fire, który mają odsłonić rozstępujące się chmury, to przecież nic innego, jak wóz Słońca.

Szalenie ten wiersz lubię za wyrazistość jego wizji, choć dla mnie niesie on ze sobą - jak mówiłam - przede wszystkim muzyczne konotacje. O tym, że przy całej swojej nieoczywistości ma on w sobie coś, co łatwo fascynuje, świadczy fakt, że prawie wszyscy w Anglii, od sufrażystek po drużynę krykieta, na jakimś etapie używali tej pieśni jako hymnu. Na koniec więc ktoś nam zaśpiewa Jerusalem z muzyką sir Huberta Parry'ego z 1916 roku. Np. z okazji Promsów. 

 

    

 

czwartek, 01 listopada 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
drakaina
2012/11/01 13:45:02
Nie sądzę, żebyś była na Blake'a za głupia - mam wrażenie, że ci, którzy uważają, że go rozumieją, są w wielkim błędzie. Dla mnie Blake to bardziej obrazy niż treść, nie wiem, czy on sam rozumiał, co pisze. Jakby to swoje malowanie/rysowanie usiłował ubrać w słowa...
-
ratyzbona
2012/11/01 14:07:22
Dokładnie dwa dni temu rozmawiałam z bratem i tatą o tym wierszu! Ogólnie dla mnie Jeruzalem było zawsze mniej więcej o tym co tu piszesz, więc cieszę się, ze moje intuicje były podobne. Co do samego Blake'a to jako że mój ojciec jest fanem to od dzieciństwa słuchałam w oryginale i w tłumaczeniach. Ja tam Blake'a lubię nawet jeśli go nie rozumiem. Nie mniej jeśli chodzi o wiersz to dla mnie to nie tylko hymn Jeruzalem (koniecznie z last night of the Proms) ale przede wszystkim pytanie, które towarzyszyło mi kiedy byłam dzieckiem "gdzie w tym filmie o biegaczach są rydwany ognia" :)
-
Gość: Majka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/11/01 16:10:44
Z racji mojego plastycznego wykształcenia Blake zawsze najpierw kojarzy mi się z obrazami (zwłaszcza z "Bogiem/Urizenem stwarzającym świat"), dopiero po chwili dochodzi do mnie, że to był również poeta.
Co do tego wiersza nie znałam go (prawie w ogóle nie znam innych dzieł Blake'a niż malarskie), ale strasznie mi się spodobał, zwłaszcza w wersji śpiewanej.
-
rusty_angel
2012/11/05 21:56:20
Ja tak trochę z boku, ale odkąd zobaczyłam "Black Books", wyobrażam sobie Blake'a jako takiego bardziej wrażliwego na innych Bernarda Blacka - głównie chodzi mi o gestykulację.