Blog > Komentarze do wpisu

Szkic do niestniejącego obrazu H. Boscha

Dylan Thomas, "And Death Shall Have No Dominion", w: Dylan Thomas, Twenty Five Poems, pierwodruk 1936. Barańczak tutaj. Jak cytaty po polsku, to wg Barańczaka. 

 


 

And death shall have no dominion.
Dead man naked they shall be one
With the man in the wind and the west moon;
When their bones are picked clean and the clean bones gone,
They shall have stars at elbow and foot;
Though they go mad they shall be sane,
Though they sink through the sea they shall rise again;
Though lovers be lost love shall not;
And death shall have no dominion.

And death shall have no dominion.
Under the windings of the sea
They lying long shall not die windily;
Twisting on racks when sinews give way,
Strapped to a wheel, yet they shall not break;
Faith in their hands shall snap in two,
And the unicorn evils run them through;
Split all ends up they shan't crack;
And death shall have no dominion.

And death shall have no dominion.
No more may gulls cry at their ears
Or waves break loud on the seashores;
Where blew a flower may a flower no more
Lift its head to the blows of the rain;
Though they be mad and dead as nails,
Heads of the characters hammer through daisies;
Break in the sun till the sun breaks down,
And death shall have no dominion.

 

Koniec i początek. Wizja zmartwychwstania (i dnia Sądu Ostatecznego, choć raczej nie dies irae?) tak totalna, tak wszechogarniająca, że zanim jeszcze w ogóle zaczęłam myśleć, o czym to jest, zakochałam się w melodii słów.

Śmierć, jak u Pawła w Liście do Rzymian, jak u Donne'a nie będzie przecież miała nic do powiedzenia, w tym momencie, który będzie, ale i jest, cały czas: bo to, co się stanie, staje się na naszych oczach i będzie się stawało, dzisiaj i jutro i aż słońce się złamie, aż skończy się świat. John Donne w sonecie X śmierć pomniejsza, tłumacząc jej/jemu, że nie bardzo ma nas czym straszyć, a nam - że co to za groza, że śmierci, śmierć cię czeka. Thomas nawet nie musi tego robić. 

Nie umieramy przecież. Co z tego, że umieramy: żeśmy potracili rozum, potonęli w morzu, że umarliśmy na torturach i że nawet z kości naszych, obranych do czysta, nic już nie zostało. Jesteśmy. Skończy się wiara, upadnie nasz świat, w proch rozpadnie się słońce, a my będziemy - oni będą, bo przecież mowa tutaj jest nie o tym, że "my", tylko, że "oni", ludzie, wszyscy ludzie; "my" więc, mimo wszystko. Śmierć nie będzie już miała władzy.

Zostanie to, czym jesteśmy, co w nas najważniejsze. Zniszczeniu, i to całkowitemu (wersy When their bones are picked clean and the clean bones gone/ They shall have stars at elbow and foot ewokują przecież  monotonnie długi, na setki lat rozciągnięty  proces: rozpad ciała, potem w końcu rozpad kości aż zostanie sam pył, sam proch) może ulec to, co akcydentalne, co nieważne. To, czym naprawdę jesteśmy, zostanie; though lovers be lost, love shall not

Będziemy tym, czym byliśmy naprawdę, ?ale też jednym ze światem, jego niezbywalną częścią: nie staniemy się świadomymi mieszkańcami raju z harfami w dłoniach, ani dziećmi nowej Jerozolimy, tylko tymi, którym świecą gwiazdy u łokcia i stopy, którzy są wśród gwiazd, wśród wód, z księżycem i w wietrze. Nie będziemy już podlegać władzy natury, leżeć na dnie morza z mewami krzyczącymi nad naszymi głowami; będziemy jednym, morze i my. To się dzieje-działo-będzie dziać, bo apokaliptyczna skala wizji Thomasa łączy w jedno teraźniejszość i przyszłość. To nie jest zmartwychwstanie rodem z ortodoksyjnej chrześcijańskiej teologii, to nie jest też wizja rodem z średniowiecznego malarstwa, bo tutaj przecież nie ma zbawionych i potępionych. Tu śmierć utraci swoją władzę, i tyle. 

Wraca konsekwentnie w tym tekście  wizja morza, pochłaniającego umarłych, pożerającego ciała; i mamy deszcz, uderzający o ziemię, zabijający kwiaty. Woda przynosi śmierć - ale jest też życiem, i te dwa aspekty, życie i śmierć połączone paradoksalnie w jedno, słychać chyba w tych Thomasowych metaforach równie mocno, jak widać w nich wyobrażoną  przed oczyma czytelnika melancholię szarego morza i szarego nieba pełnego deszczu w rodzinnych stronach poety.

Będziemy jednym ze światem, ale będziemy żyli, choć umarli, i nawet świat przeżyjemy. Nic nas nie zniszczy; nawet gdy świat się skończy, gdy nie będzie już słońca, they shan't crack. Życie. Śmierć. Świat. Człowiek. Jedno.            

 Van Gogh, Starry Night over Rhone

 

 

napisane w pierwszą rocznicę śmierci mojego ojca, stąd chyba ten ton. 

poniedziałek, 12 listopada 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: