Starożytnie

piątek, 16 września 2016


Drogi blogu, witamy wśród żywych.Plus minus.

Z takimi powrotami zza grobu bywa tak - powie wam to każdy, kto poczytał trochę mitologii - że się wraca niekoniecznie takim, jak się weszło do Hadesu. Tak jest i z tym blogiem, który z niebytu wrócił z nowym cyklem. Cyklem, mianowicie, antyczno-emocjonalnym. A zaczniemy od zachwytu i od tego, co zachwyt budzi.

 


attycki lekyt czerwonofigurowy, ok. 420-400 p.n.e.
Randka Parysa i Heleny w pałacu w Sparcie


Mały przypis: tak, jestem specjalistką od antyku z zawodu; nie, nie piszę tu artykułów naukowych, z przypisami i sprawdzoną każdą linijką cytatu. Piszę blogowe wpisy, felietony na luzie i bez aparatu naukowego, a także bez pretensji do wyczerpania tematu. Co powiedziawszy, mogę już przejść do mojego tematu, czyli - zachwytu.


Zachwyt wymyśliła mi, jako temat, Ingeborga Jaworska-Róg, i szczerze mnie tym pomysłem zachwyciła. Niemal od pierwszej chwili nie miałam wątpliwości, co dokładnie będzie tematem tej konkretnej notki: to dziwaczne, nie całkiem wytłumaczalne, bardzo ludzkie uczucie, jakie budziła w mitycznych Grekach, jakże przewidywalnie, kobieca piękność. Piękność , dokładniej, jednej kobiety.

Oczywiście, tu mini przypis, nie tylko kobieca: idealne piękno ciał młodzieńców także budziło emocje i zachwycało, podobnie jak piękno zwierząt (konie!), rzeczy, sztuki - ale na ten temat może innym razem. Zresztą, o zachwycie kobietami/kobietą jako ideą też dziś będzie marginalnie. Dziś będzie o zachwycie i niemal-lęku, jaki budziła jedna konkretna kobieta. Bogini. Kobieta. No, półbogini, niech będzie.

Helena.

 

Gustave Moreau, Helena na murach Troi, 1890


Helena, która pewnie w oczach wielu czytelników jest tą antypatyczną i głupią bohaterką. Nie oszukujmy się, bywała taka i w oczach Greków - wystarczy sobie przypomnieć jej obraz w Orestesie Eurypidesa, o którym też pewnie kiedyś opowiem więcej, bo to sztuka, którą uwielbiam. Co gorsza, Helena bywa też w powszechnej opinii tą nudną i nieciekawą - gdybym miała po groszu za każdy raz, kiedy zobaczyłam/usłyszałam lekceważące "E, Helena to nie, nie chcę, to nudna postać", to pewnie miałabym już uskładane na tę wymarzoną Barbie Danę Scully, i to z Mulderem w komplecie.   

A Helena, och, Helena to jest niesamowicie ciekawa postać. Postacie, raczej, i Heleny, bo wizje tej kobiety i jej rozumienia są tak różne, ile podejść do niej. A ja i tak będę dziś mówiła tylko o jednym z nich.

Helena, córka Zeusa. W najczęstszych wersjach wykluła się z jaja, zniesionego przez spartańską królową Ledę, uwiedzioną przez króla bogów w postaci łabędzia. Czasem, w rzadszych wariantach mitu (patrz cykl epicki, czyli niezachowane poematy epickie na tematy mitologiczne, powstałe generalnie po Homerze, ale jeszcze stosunkowo wcześnie w historii literatury greckiej), Helena jest jednak córką nie spartańskiej królowej, a bogini, i to nie byle jakiej: Nemezis, wcielenia konieczności. Jest, pamiętajmy, jedną jedyną heroiczną córką Zeusa; były córki-boginie i byli herosi, ale Helena była tylko jedna.  Heleny, córki konieczności, dziecka króla bogów, nie mogło nie być.

Historia Heleny czytana przez mitografów sięga epoki mykeńskiej, a więc 3200 p.n.e., a jej indoeuropejskie przodkinie i modele (osobna, fascynująca sprawa) są jeszcze starsze. Ale ja bym dzisiaj chciała spojrzeć na coś innego: na piękną Helenę. Na piękno Heleny.

Helena, córka króla bogów, piękna jest w sposób nieludzki i doskonały, piękna przerażająco. Ona jest, dosłownie, kalon kakon, pięknym złem, zupełnie jak wojna i zabijanie; przynosi chwałę i zachwyt, ale zarazem nieszczęście i grozę. Można próbować oswoić te uczucia, pokazać ją jako po prostu idiotkę, głupią kobietkę, kusicielkę, a może inaczej - ofiarę porwania, ofiarę Parysa, ofiarę bogów. Ale Helena kiepsko się na ofiarę nadaje, podobnie jak nie za bardzo nadaje się na zrobienie z niej modelu głupiego, posłusznego wyłącznie nakazom serca i pożądania kobieciątka. Jak by się Grecy nie starali, zawsze gdzieś spod tego wyłania się bohaterka zmienna jak księżyc, z którym dzieli imię. Wychodzi kobieta, która bogom się stawia, która szczególnie do Afrodyty, której jest przecież czcicielka, ma swoje 'ale' za to, że zrobiła z niej (swojej siostry przyrodniej, w końcu!) nagrodę w konkursie piękności; która mówi wyraźnie, że od męża uciekła namówiona, prowadzona, uwiedziona, zabrana - wszystko to bardzo pasywne, pokazujące, że to jej coś zrobiono, nie ona robiła (i sztuka chętnie się do tego odwołuje, patrz obraz Primaticia poniżej - ale która jednocześnie jest wcieleniem i symbolem kobiety robiącej w sprawach seksu i mężczyzn rzeczy, których tzw. porządne helleńskie (klasyczne!) kobiety nie robią i której na dodatek to wszystko uchodzi na sucho. Popatrzcie na Helenę w Odysei, owszem, nazywającą samą siebie niewierną suką - ale jednak zdecydowanie królującą w pałacu Menelaosa jako jego żona i współwładczyni Sparty. Tradycja liryczna z kolei mówi, że wystarczyło, że pokazała się Menelaosowi nago, a opuścił miecz podniesiony, by zabić niewierną.  

Helena nie jest wojowniczką, nie jest kobietą, która podnosi broń i walczy o swoje - ale samo jej imię przywołuje tę oczywistą dla greckiego wojownika konotację rozdzielnych światów: jednocześnie erotycznego pożądania i epickiej, bojowej chwały. O Helenę warto było walczyć. Helena, jak porządny heros, miała kleos, wielką a nieśmiertelną sławę, acz kleos Heleny wiązało się nie z jej czynami, a z jej nieludzką, budzącą nieuciszone pożądanie, a przy tym nieprzemijającą urodą.  Helena porwana przez Parysa ma plus minus ośmioletnią córkę, a więc pewnie jakieś dwadzieścia dwa-trzy lata. Helena po Troi ma trzydzieści kilka i jakkolwiek by dla nas nie brzmiało, dla Greków powinna być starszawą matroną; piękna i dumna królowa Troi, którą spotyka syn Odyseusza Telemach, jest po pięćdziesiątce, wiecznie młoda.

 

Francesco Primaticio, Porwanie Heleny, 1530-1539


Helena jest na pozór archetypem kobiety-zdobyczy, o którą się walczy - pod Troją, a wcześniej podczas zalotów o nią - i którą się porywa (kiedyś wam opowiem o Tezeuszu, jego mamie i pierwszym porwaniu Heleny, wraz z paskudnymi szczegółami). To dlatego, że jej zdobycie daje więcej, niż zdobycie pięknej kochanki, księżniczki za żonę, córki Zeusa do swego domu. Zdobycie Heleny jest zdobyciem tego nieuchwytnego skarbu, którego posiadanie daje wielką sławę i jednocześnie czyni cię obiektem zazdrości innych: ty posiadłeś to coś, czego oni pragną. Tylko pytanie, jak bardzo posiadłeś i czy Helenę w ogóle da się mieć na zawsze, mieć dla siebie - czy ona się przypadkiem temu męskiemu, greckiemu światu trochę jednak nie wymyka. 

 

PS. Tu było u mnie o mamie Heleny (jednej z)
P. PS. A tu - o jej córce.

P. P. PS. Ten blog był kiedyś tylko o wierszach, stąd ukłon cytatem w tytule.